Felietony
Kiedy przeszedłem na emeryturę, koledzy z pracy żegnali mnie z uśmiechem i życzyli mi wreszcie świętego spokoju. Jeden z nich poklepał mnie po ramieniu i powiedział: — No, Janek, teraz to dopiero zacznie się życie! Wszyscy się roześmialiśmy. Żona też nie ukrywała zadowolenia.
czytaj więcejBył ciepły, sobotni wieczór. Zaprosiłem przyjaciela na grilla, a kiedy zjedliśmy już kiełbaski i karkówkę, nasze żony przeniosły się do domu, żeby obejrzeć jakiś film. My postanowiliśmy jeszcze zostać w ogrodzie. Szkoda było wracać do środka, skoro wieczór był ciepły, komary wyjątkowo nie gryzły, a na leżakach można było wygodnie wyciągnąć nogi i odpocząć po kolacji.
czytaj więcejSmażyłam naleśniki, kiedy mój pięcioletni wnuk usiadł przy kuchennym stole i zapytał: — Babciu, a ty jesteś szczęśliwa? Odwróciłam się od patelni i spojrzałam na niego zaskoczona. — A skąd ci przyszło do głowy takie pytanie? — Bo w Śwince Peppie Peppa zapytała mamę, czy jest szczęśliwa.
czytaj więcejNa zjazd absolwentów po dwudziestu pięciu latach wybrałem się głównie z ciekawości. Chciałem zobaczyć ludzi, których kiedyś spotykałem codziennie, a z którymi później kontakt urwał się tak naturalnie, jakby ktoś pewnego dnia zamknął za nami drzwi szkoły i każde z nas poszło w swoją stronę. Oczywiście wszyscy zarzekali się, że tym razem będziemy spotykać się częściej, ale podobne obietnice składaliśmy już na zakończenie liceum, więc podchodziłem do nich z pewną wyrozumiałością. Już przy wejściu okazało się, że niektórzy niewiele się zmienili.
czytaj więcejNa pogrzebach często słyszy się, że zmarły był wspaniałym człowiekiem. Dobrym ojcem, oddanym mężem, życzliwym sąsiadem. Ktoś wspomina, że zawsze można było na niego liczyć, ktoś inny opowiada zabawną historię sprzed lat. Ludzie kiwają głowami, czasem się uśmiechają, czasem ocierają łzy.
czytaj więcejDo rodzinnego domu przyjechałem kilka tygodni po pogrzebie mamy. Wcześniej bywałem tu prawie w każdą niedzielę, czasem również w środku tygodnia, kiedy trzeba było coś naprawić albo przywieźć zakupy. Znałem każdy kąt tego domu, wiedziałem, gdzie mama trzymała lekarstwa i w której szufladzie chowała rachunki. Tym razem jednak, gdy wszedłem do środka, od razu poczułem, jak bardzo brakuje mi jej zwyczajnej obecności.
czytaj więcejWakacje zaczęły się dokładnie tak, jak sobie zaplanował. Nie musiał wstawać do szkoły, nikt nie przypominał mu o sprawdzianach, a wolne dni wreszcie należały do niego. Czasem budził się przed dziesiątą, czasem znacznie później. Schodził do kuchni, wyciągał z lodówki to, co zostawiła mama, albo znajdował na blacie talerz przykryty drugim talerzem, żeby jedzenie nie wystygło.
czytaj więcejNiedawno w sklepie zwróciłem uwagę kasjerce, żeby przestała rozmawiać z klientką i zaczęła kasować zakupy. Powiedziałem to ostrzej, niż zamierzałem, ale byłem zmęczony, spieszyłem się i miałem jeszcze kilka spraw do załatwienia. Nie widziałem powodu, żeby stać i czekać, aż obie skończą rozmowę, która najwyraźniej nie miała nic wspólnego z zakupami. Kasjerka spojrzała na mnie z niezadowoleniem, klientka umilkła, a ja położyłem swoje rzeczy na taśmie.
czytaj więcejW sobotę rano postanowiłem wreszcie zrobić porządek w garażu. Nie był to żaden nagły przypływ energii ani postanowienie, że od dziś będę człowiekiem uporządkowanym. Po prostu szukałem jednej rzeczy, a ponieważ nie mogłem jej znaleźć, uznałem, że najlepiej będzie posprzątać wszystko. Znałem już ten sposób myślenia.
czytaj więcejOd ponad dwudziestu lat mój poranek wyglądał niemal tak samo. Wstawałem o tej samej porze, piłem kawę, którą najczęściej dopijałem już letnią, bo w międzyczasie zdążyłem sprawdzić wiadomości, i wychodziłem z domu mniej więcej o tej samej godzinie. Żona czasem pytała, czy nie mam dość tej codziennej bieganiny, a ja odpowiadałem, że przecież tak wygląda życie. Trzeba pracować, opłacać rachunki, pilnować swoich spraw.
czytaj więcej