Nie zauważył, kiedy umarł tata

Wakacje zaczęły się dokładnie tak, jak sobie zaplanował. Nie musiał wstawać do szkoły, nikt nie przypominał mu o sprawdzianach, a wolne dni wreszcie należały do niego. Czasem budził się przed dziesiątą, czasem znacznie później. Schodził do kuchni, wyciągał z lodówki to, co zostawiła mama, albo znajdował na blacie talerz przykryty drugim talerzem, żeby jedzenie nie wystygło. Jadł, wracał do pokoju i dołączał do kolegów, którzy czekali na niego w grze.

Miał siedemnaście lat i wydawało mu się, że wreszcie może robić to, na co przez cały rok brakowało mu czasu. W grze czekali koledzy, rozgrywki nie mogły odbyć się bez niego, a przecież nie po to siedziało się tyle godzin, żeby potem wyjść z domu i stracić wszystko, co udało się osiągnąć. Ojciec czasami zaglądał do niego i pytał, czy nie wyszedłby z nim do sklepu albo nie pomógł czegoś przenieść z samochodu. Chłopak zwykle odpowiadał, że zaraz, tylko skończy. Ojciec kiwał głową i wychodził. Po jakimś czasie przestał pytać tak często.

Nie było między nimi żadnej wielkiej wojny. Nie trzaskali drzwiami, nie krzyczeli na siebie przy każdej okazji. Po prostu coraz rzadziej mieli sobie coś do powiedzenia. Ojciec wracał z pracy, jadł obiad, czasem oglądał wiadomości, a wieczorem zaglądał do pokoju syna. Ten siedział w słuchawkach, więc ojciec mówił coś, czekał na krótką odpowiedź i, nie chcąc przeszkadzać, zostawiał go samego. Czasem zaczynał opowiadać o czymś, co wydarzyło się w pracy, ale po chwili milkł.

Pewnego dnia mama wyjechała z młodszym synem na kilkudniową wycieczkę po Francji. Od dawna ją planowała, a brat odliczał dni do wyjazdu. Chłopak nie chciał jechać. Nie interesowało go oglądanie kolejnych miast, zamków ani kościołów, których zdjęcia i tak można znaleźć w internecie. Został więc w domu z ojcem i był z tego całkiem zadowolony. Lodówka była pełna, a koledzy wiedzieli, że przez najbliższe dni będzie dostępny praktycznie bez ograniczeń.

Pierwszego wieczoru ojciec zapytał, czy nie zjedliby razem kolacji. Syn powiedział, że zaraz, bo właśnie zaczęli mecz i nie mógł teraz wyjść. Ojciec pokręcił głową z lekkim uśmiechem i poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z talerzem jajecznicy, postawił go na biurku i przez moment stał w drzwiach, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć. Chłopak zdjął na moment jedną słuchawkę.

— Coś chciałeś?

— Nie, nic. Jedz, bo wystygnie.

Ojciec wyszedł, a syn założył słuchawkę i wrócił do gry. Jajecznicę zjadł, nie odrywając wzroku od ekranu.

Następne dni niewiele się różniły. Chłopak wstawał, jadł, grał, czasem wychodził do sklepu po napój albo coś słodkiego. Ojca widywał rzadziej, niż mu się wydawało. Raz minęli się w przedpokoju, kiedy syn wracał z zakupami, a ojciec wychodził wyrzucić śmieci. Innym razem usłyszał, że ktoś krząta się w kuchni, ale nie sprawdził kto. Był przekonany, że tata jest w domu. Przecież gdzie miałby być, skoro nie szedł do pracy i nigdzie nie wspominał o wyjeździe?

Z czasem przestał zwracać uwagę na odgłosy domu. Na zamykanie drzwi, kroki na korytarzu, szum wody w łazience. Nie zastanawiał się, kto przyniósł zakupy ani kto przygotował obiad.

Trzeciego dnia potrzebował pieniędzy. Chciał kupić coś do gry, a na swoim koncie miał za mało. Napisał do kolegi, że zaraz wróci, i wyszedł z pokoju. Dopiero wtedy zauważył, że od dawna nie widział ojca. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio rozmawiali. Wczoraj? Przedwczoraj?

Pomyślał, że tata pewnie śpi albo wyszedł na chwilę. Zapukał do jego pokoju, ale nikt nie odpowiedział. Nacisnął klamkę i wszedł.

Ojciec leżał nieruchomo. Chłopak najpierw pomyślał, że śpi wyjątkowo mocno. Zawołał: Tato, Tato, obudź się! Podszedł bliżej, a potem znieruchomiał.

Zawołał ojca jeszcze raz. Potem zaczął nim potrząsać. Kiedy nie było żadnej reakcji sięgnął po telefon. Karetka przyjechała szybko, jemu wydawało się, że trwa to wieczność. Lekarz powiedział coś o zawale i o tym, że prawdopodobnie zmarł wcześniej. Chłopak próbował ustalić kiedy, ale nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział ojca.

Później przyjechała mama z młodszym bratem. Wycieczka, zdjęcia z Francji, opowieści o drogach i hotelach - wszystko to nagle należało do jakiegoś innego życia. Mama płakała, brat nie rozumiał, co się dzieje, a chłopak siedział na krześle w kuchni i patrzył na kubek stojący przy zlewie. Zwykły kubek, z którego ojciec pił poranną kawę. Nie pamiętał, kiedy ostatnio widział go w jego rękach.

Przez następne dni ludzie przychodzili, dzwonili, pytali, czy czegoś nie potrzeba. Ktoś musiał zająć się dokumentami, ktoś ustalić szczegóły pogrzebu. Chłopak słuchał rozmów, ale niewiele z nich zapamiętywał. Wciąż wracał myślami do pokoju ojca i do tamtych zamkniętych drzwi.

Nie umiał sobie wybaczyć, choć nikt nie powiedział mu, że to jego wina. Lekarze nie mogli wiedzieć, czy wcześniejsze znalezienie ojca cokolwiek by zmieniło. Mama nie miała do niego pretensji. Czasem patrzyła na niego ze smutkiem, ale nie mówiła nic.

Po pogrzebie długo nie wracał do dawnych zajęć. Koledzy pisali, pytali, kiedy znów będzie z nimi grał, a on nie wiedział, co im odpowiedzieć. W końcu pewnego wieczoru usiadł przy biurku i włączył komputer. Monitor rozjaśnił pokój. Po chwili pojawiło się powiadomienie od kolegi. Chłopak sięgnął po myszkę, ale zatrzymał rękę.

Przypomniał sobie, jak ojciec stawał w drzwiach i czekał, aż syn zdejmie słuchawkę. Jak przynosił mu jedzenie, a on nawet nie przerywał gry.

Wyłączył komputer i wyszedł z pokoju. Mama siedziała w salonie. Od powrotu z Francji właściwie niewiele rozmawiali. Było tyle spraw do załatwienia, telefonów, dokumentów i ludzi, którzy przychodzili z kondolencjami, że rzadko zostawali sami na dłużej.

Stanął w drzwiach. Mama spojrzała na niego i odłożyła to, co trzymała w rękach.

— Co się stało, synku?

Pokręcił głową.

— Nic. Mogę posiedzieć z tobą?

Przesunęła się na kanapie, robiąc mu miejsce. Usiadł obok, a po chwili pochylił się i przytulił do niej tak, jak nie robił tego od wielu lat. Mama objęła go ramieniem i nie pytała o nic więcej.

Przez jakiś czas siedzieli w milczeniu. W końcu chłopak otarł twarz rękawem i zapytał:

— Mamo, a jak było we Francji? Podobało się Maćkowi?

Mama przez chwilę nie odpowiadała, jakby musiała wrócić myślami do tamtych dni.

— Bardzo. Najbardziej podobała mu się wieża Eiffla. Z góry widać cały Paryż, a niebo było bez jednej chmurki. Widok niesamowity.

— To akurat szkoda, że nie pojechałem. A zdjęcia masz jeszcze w telefonie?

— Mam. Pokażę ci jutro, jak będziesz chciał.

— Chcę. A tobie co się najbardziej podobało?

Mama zastanowiła się przez chwilę.

— Chyba katedra Notre-Dame. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że tyle o niej słyszałam, a kiedy w końcu stanęłam przed nią, wydała mi się jeszcze piękniejsza, niż sobie wyobrażałam.

Chłopak pokiwał głową.

— Mamo, a co teraz będzie?

Spojrzała na niego, ale nie odpowiedziała od razu.

— Nie wiem, synku. Na razie sama próbuję to wszystko poukładać.

— Martwię się o Maćka — powiedział po chwili. — On zawsze chodził do taty, jak coś chciał. Nawet jak ja nie miałem ochoty z nim gadać, to oni sobie siedzieli w kuchni i gadali o różnych głupotach.

— Wiem — odpowiedziała cicho mama. — Tata bardzo to lubił.

Przez chwilę oboje milczeli.

— Mamo?

— Słucham.

— Możemy jutro zjeść razem śniadanie?

Spojrzała na niego zaskoczona, po czym pogładziła go po włosach.

— Oczywiście, kochanie.

Przysunął się bliżej i oparł głowę na jej ramieniu. Nie miał już nic do powiedzenia. Tym razem jednak nie czuł, że powinien jak najszybciej wrócić do swojego pokoju.