Człowiek na ławce

Przez kilka lat mijałem człowieka siedzącego na ławce.

Nie znałem jego imienia. Nie wiedziałem, gdzie mieszka ani czym zajmował się wcześniej. Wiedziałem tylko, że prawie codziennie siedział w tym samym miejscu.

Czasem miał gazetę. Czasem po prostu patrzył przed siebie.

Przechodziłem obok. On pewnie też mnie zauważał, choć nigdy nie zamieniliśmy ani jednego słowa.

Z czasem człowiek może stać się częścią krajobrazu tak bardzo, że przestajemy go naprawdę widzieć.

Aż pewnego dnia go nie było.

Pomyślałem, że wyjechał. Albo przyjechała rodzina i zabrali go gdzieś na kilka dni. W końcu mógł po prostu źle się czuć i zostać w domu.

Minął tydzień.

Potem drugi.

Po miesiącu zacząłem się zastanawiać, czy coś mu się stało. Zachorował? Trafił do szpitala? Przestał wychodzić z domu?

Pewnego dnia, przechodząc obok ławki, usłyszałem rozmowę dwóch osób.

— Janek umarł — powiedziała jedna z nich.

Tak dowiedziałem się, jak miał na imię.

Mówili, że od dawna chorował. Że lubił tę ławkę, bo lubił patrzeć na ludzi. Podobno mówił, że kiedy widzi, jak ktoś przechodzi, zatrzymuje się, rozmawia, śmieje, to nie czuje się taki samotny.

I właściwie to wszystko, co wiem o Janku.

Nie wiem, kim był wcześniej. Nie wiem, co robił, kogo kochał, z czego był dumny i czego żałował. Nie wiem, czy uważał swoje życie za szczęśliwe.

Nigdy nie usiadłem obok.

Wystarczyło przecież powiedzieć:

„Dzień dobry. Jak się pan czuje?”

Może odpowiedziałby tylko „dobrze”. Może zaczęłaby się rozmowa, której obaj potrzebowaliśmy bardziej, niż wtedy wiedzieliśmy.

Tego już się nie dowiem.

Czasami zastanawiam się, ilu ludzi Janek zapamiętał. Czy ktoś siadał obok niego i rozmawiał. Tego też nie wiem, bo kiedy wracałem z pracy, Janka na ławce już nie było.

W ciągu dnia ławka mogła przecież wyglądać zupełnie inaczej. Mogli spotykać się tam ludzie z pobliskich bloków. Ktoś mógł przynieść mu kawę. Ktoś znał jego imię, pamiętał jego żarty, wiedział, na co chorował.

Może wcale nie był tak samotny, jak mi się wydawało.

To tylko ja znałem go wyłącznie z widzenia.

I chyba właśnie to jest w tej historii najbardziej niezwykłe.

Przez kilka lat myślałem, że wiem coś o człowieku, którego właściwie nigdy nie poznałem.

A kiedy zniknął, zostało mi tylko jego imię.

**Janek.**

I pusta ławka, na której siedzi teraz ktoś inny, o kim też nic nie wiem.